Coraz więcej czasu przed ekranem, coraz mniej ruchu, coraz częstsze zmęczenie i spadek motywacji – taki obraz codzienności nastolatków przestaje być wyjątkiem, a staje się normą. Międzynarodowe badanie kierowane przez naukowczynie z Uniwersytetu SWPS pokazuje jednak coś jeszcze: siedzący tryb życia dzieci i młodzieży może odbijać się nie tylko na ich kondycji i psychice, ale również na samopoczuciu rodziców.
Choć temat braku ruchu u młodych ludzi najczęściej omawiany jest w kontekście otyłości, wad postawy czy problemów z układem krążenia, naukowczynie zwracają uwagę, że konsekwencje mogą być znacznie bardziej złożone. W grę wchodzi zdrowie psychiczne nastolatków, a nawet narastające obciążenie emocjonalne u dorosłych, którzy obserwują pogorszenie formy i wycofywanie się dziecka z aktywności.
Co sprawdzały badaczki?
Psycholożki z Uniwersytetu SWPS, we współpracy z badaczkami z Niemiec i Kanady, przeanalizowały zależność między czasem spędzanym w pozycji siedzącej a objawami depresji w parach rodzic–dziecko. Wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie „Mental Health and Physical Activity”.
W badaniu wzięły udział 203 pary, a dzieci miały od 9 do 15 lat. Dane zbierano trzykrotnie: na początku obserwacji, po 8 miesiącach oraz po 14 miesiącach. Taki układ pozwolił sprawdzić nie tylko, czy problemy współwystępują, ale również w jakiej kolejności mogą się pojawiać.
Czas siedzenia mierzono za pomocą urządzeń noszonych na biodrach, a objawy depresji oceniano standaryzowanym kwestionariuszem. W analizach uwzględniono też dodatkowe czynniki, takie jak wiek, płeć, wykształcenie, sytuacja ekonomiczna rodziny oraz poziom aktywności fizycznej.
Najsilniejsze zależności badaczki zaobserwowały u młodych osób. Wyniki wskazały, że im więcej czasu dziecko spędzało w pozycji siedzącej na początku badania, tym więcej objawów depresji miało po ośmiu miesiącach.
Co istotne, zależność działała również w drugą stronę: dzieci, które miały więcej objawów depresji na starcie, po kilku miesiącach spędzały więcej czasu bez ruchu. To sugeruje, że może tworzyć się błędne koło, w którym brak aktywności sprzyja pogorszeniu nastroju, a pogorszenie nastroju ogranicza chęć do podejmowania ruchu.
Taki mechanizm jest szczególnie niebezpieczny, bo nie zawsze wygląda dramatycznie „na zewnątrz”. To może być powolne, codzienne osuwanie się w rutynę: mniej wyjść, mniej sportu, mniej kontaktów, więcej siedzenia. I coraz trudniej wrócić do regularnej aktywności.
Problem nie kończy się na dziecku
Jednym z najbardziej poruszających wniosków badania jest to, że dłuższy czas siedzenia u młodzieży mógł wiązać się z nasileniem objawów depresji u rodziców. To ważna obserwacja, bo pokazuje, że styl życia nastolatka może wpływać na całą rodzinę – również na dorosłych, którzy pozornie „trzymają wszystko w ryzach”.
Badaczki sugerują, że może to wynikać z obciążenia psychicznego opiekunów. Rodzice, widząc wycofywanie się dziecka z aktywności, mogą doświadczać narastającego napięcia, poczucia bezradności i lęku o rozwój młodego człowieka. Jeśli te emocje utrzymują się długo, mogą prowadzić do spadku nastroju również u dorosłych.
Jednocześnie autorki zaznaczają, że choć jest to jeden z pierwszych takich dowodów, należy go traktować ostrożnie, dopóki zależność nie zostanie potwierdzona w kolejnych analizach. W przypadku rodziców wyniki były mniej jednoznaczne niż w grupie dzieci.
Badanie zwróciło uwagę na jeszcze jeden fakt: dzieci i nastolatkowie spędzają w pozycji siedzącej znacznie więcej czasu niż ich rodzice. Co więcej, w trakcie obserwacji czas siedzenia u młodych osób systematycznie się zwiększał, podczas gdy u dorosłych pozostawał na podobnym poziomie.
To pokazuje, że siedzący tryb życia wśród nastolatków nie jest „stanem przejściowym”, który sam zniknie – może się nasilać z miesiąca na miesiąc, szczególnie jeśli codzienność oparta jest na ekranach, nauce siedzącej i odpoczynku w tej samej pozycji.
Zaskakująca zależność: mniej objawów depresji, a później… więcej siedzenia
Wyniki przyniosły też wątek, który może wydawać się sprzeczny z intuicją. Nastolatki, u których po 8 miesiącach odnotowano niższy poziom objawów depresji, po 14 miesiącach spędzały więcej czasu w pozycji siedzącej.
Badaczki dopuszczają interpretację, że młodzi ludzie, którzy nie czuli wyraźnego obniżenia nastroju, mogli uznać, że nic nie muszą zmieniać i nie ma potrzeby ograniczania siedzenia. W skrócie: skoro „wszystko jest okej”, motywacja do ruchu może być mniejsza.
To ważny sygnał dla rodziców i szkoły: nie zawsze da się ocenić problem wyłącznie po samopoczuciu dziecka. Brak objawów depresji nie oznacza automatycznie, że styl życia jest zdrowy i bezpieczny długoterminowo.
Badaczki wskazują, że przyczyny mogą być wielowarstwowe. Z jednej strony długotrwałe siedzenie może wpływać na procesy biologiczne i neurobiologiczne związane z regulacją nastroju, m.in. poprzez stan zapalny lub zmiany w funkcjonowaniu układu nerwowego. Z drugiej strony obniżony nastrój sprzyja unikaniu wysiłku i wybieraniu aktywności „łatwiejszych”, czyli biernych.
W rodzinie dodatkowo dochodzą czynniki relacyjne: wspólne środowisko życia, emocje przenoszone między domownikami, napięcia wynikające z codziennych obowiązków, ale też sposób organizacji dnia, w którym wszystkim coraz trudniej o ruch.
Autorki podkreślają, że wyniki sugerują konieczność działań, które obejmują całą rodzinę. Skupianie się wyłącznie na ograniczaniu czasu ekranowego u dziecka może nie wystarczyć, jeśli nie zmieniają się nawyki dnia codziennego, sposób odpoczynku i podejście do aktywności.






