To historia, która w sporcie zdarza się niezwykle rzadko – i właśnie dlatego przyciąga uwagę. Klaudia Adamek, lekkoatletka MKL-u Szczecin, wywalczyła kwalifikację olimpijską w bobslejowej dwójce i jest na najlepszej drodze, by już wkrótce zostać pierwszą Polką z udziałem zarówno w letnich, jak i zimowych igrzyskach olimpijskich. Dla wielu kibiców to zaskoczenie. Dla tych, którzy pamiętają jej sprint i starty w sztafecie – to logiczna kontynuacja talentu, tylko w zupełnie innym świecie sportu.
Klaudia Adamek jeszcze niedawno kojarzona była głównie z bieżnią. W 2021 roku znalazła się w składzie reprezentacji Polski na igrzyska w Tokio, gdzie wystąpiła w lekkoatletycznej sztafecie 4 × 100 metrów. Teraz jej miejsce jest w bobsleju, na lodowym torze, gdzie liczą się sekundy, moc i perfekcyjny start.
W bobslejach Klaudia nie działa sama. Tworzy duet z Lindą Weiszewski – pilotką, która odpowiada za prowadzenie boba. Adamek w tej układance pełni rolę rozpychającej, czyli tej, od której w dużej mierze zależy prędkość początkowa. A w tej dyscyplinie pierwsze metry bywają kluczowe – start potrafi zdecydować o wyniku bardziej niż niejeden zakręt na torze.
Obie zawodniczki zaczynały sportowe życie w lekkoatletyce i znają się od lat. Weiszewski miała za sobą epizod płotkarski, próbowała też wieloboju i skoku w dal, zanim ostatecznie związała się z bobslejami. Po kilku sezonach w tej dyscyplinie zaprosiła do współpracy dawną koleżankę z bieżni. Efekty przyszły szybciej, niż ktokolwiek mógł zakładać – po roku wspólnych treningów pojawił się medal mistrzostw świata juniorek, a w kolejnym sezonie – upragniona kwalifikacja olimpijska.
Sprinterka z tytułami
Zanim przesiadła się do bobsleju, Klaudia Adamek latami budowała swoją pozycję w polskim sprincie. W młodszych kategoriach wiekowych wygrywała na najważniejszych krajowych imprezach, zdobywając kolejne tytuły na krótkich dystansach. Jej największy skok jakościowy nastąpił w 2021 roku – sezonie, który dla polskiej lekkoatletyki sztafetowej był wyjątkowo intensywny, a dla Adamek stał się przepustką do seniorskiej kadry.
W tamtym czasie pokazała, że potrafi rywalizować nie tylko z rówieśniczkami, ale i z czołówką dorosłej reprezentacji. Występowała w sztafetach, poprawiała wyniki, a jej nazwisko coraz częściej pojawiało się obok najbardziej rozpoznawalnych polskich sprinterek.
Tokio było ważnym momentem – nawet jeśli sama rywalizacja nie zakończyła się finałem, to udział w igrzyskach olimpijskich jest dla sportowca granicą, po przekroczeniu której trudno wrócić do „zwyczajnego” poziomu ambicji. To doświadczenie pozostaje w głowie i – jak widać – potrafi zaprowadzić w zupełnie nowe miejsce.
Sport zawodowy bywa bezlitosny. Po olimpijskim sezonie nie zawsze przychodzi kolejny krok w górę. U Klaudii po 2021 roku nie wszystko układało się tak, jak mogła planować. Wyniki przestały rosnąć, a presja i oczekiwania rosły szybciej niż forma. W pewnym momencie podjęła decyzję, która dla wielu może brzmieć jak rewolucja, ale w sporcie często jest jedynym sposobem, by uratować karierę: zmiana dyscypliny.
Po sezonie halowym 2024 postawiła na bobsleje. Mimo wszystko nie zamknęła na dobre drzwi do lekkoatletyki – sporadycznie pojawia się jeszcze na bieżni – ale jej głównym celem stało się coś innego: zimowa ścieżka olimpijska.
Dlaczego sprinterki trafiają do bobslejów?
Dla osób, które na co dzień nie śledzą sportów zimowych, połączenie bieżni i bobsleju może wydawać się dziwne. Tymczasem to jeden z najbardziej naturalnych transferów w sporcie. Bobsleje potrzebują zawodników o dokładnie takich cechach, jakie buduje się w sprincie: dynamiki, „pierwszego kroku”, mocy, koordynacji i zdolności do eksplozji na krótkim odcinku.
Rozpychanie boba to w praktyce sprint z obciążeniem, tylko że zamiast rywalizować z rywalką na sąsiednim torze, walczy się o jak największą prędkość wejścia w lodową rynnę. Potem rolę przejmuje grawitacja, aerodynamika i precyzja prowadzenia, a prędkości potrafią przekraczać granice, które w lekkoatletyce są nieosiągalne.
W Polsce taki kierunek nie jest nowością także wśród mężczyzn, ale w przypadku kobiet dopiero zaczyna być dostrzegany jako realna szansa na światowy poziom.
Szczecin ma powód do dumy
W tej historii ważne jest jedno: to nie jest anonimowy transfer „jakiejś sprinterki”. To konkretny sukces zawodniczki, która przez lata była związana z klubem i środowiskiem sportowym regionu. Klaudia Adamek to lekkoatletka MKL-u Szczecin i to właśnie z tego miejsca wyszła na największe sportowe sceny – najpierw letnie, teraz zimowe.
Jej kwalifikacja w bobslejowej dwójce pokazuje, że sport nie musi mieć jednej drogi. Że czasem największe szanse pojawiają się wtedy, gdy ktoś ma odwagę zaryzykować i zacząć od nowa, korzystając z tego, co już zbudował – szybkości, charakteru i olimpijskiego doświadczenia.
Jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem, już niedługo Klaudia Adamek zapisze się w historii polskiego sportu jako zawodniczka z udziałem w igrzyskach letnich i zimowych. A Szczecin – jako miasto, które ma swoją reprezentantkę w tej absolutnie wyjątkowej, olimpijskiej opowieści.






