Na sesji ostatniej Rady Miejskiej w Policach, doszło do jednej z najbardziej znaczących i zarazem niepokojących dyskusji ostatnich lat. Przed radnymi i władzami gminy stanęli przedstawiciele Grupy Azoty Polyolefins – spółki, która miała być symbolem przemysłowego rozwoju regionu, a dziś otwarcie przyznaje, że bez wsparcia samorządu i głębokiej restrukturyzacji nie jest w stanie ruszyć z miejsca.
Spółka nie przyszła po kurtuazyjne deklaracje. Przyszła z konkretnymi oczekiwaniami, które – jeśli zostaną spełnione – oznaczają wielomilionowe ulgi podatkowe i realne uszczuplenie budżetu gminy Police w najbliższych latach.
Grupa Azoty Polyolefins jasno wskazała, że jednym z kluczowych elementów planu ratunkowego jest obniżenie obciążeń podatkowych związanych z infrastrukturą portową i przemysłową. Spółka dysponuje korzystnym wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, który otwiera drogę do zwolnień podatkowych oraz uznania części infrastruktury za budowle portowe niepodlegające opodatkowaniu.
W praktyce oznacza to oszczędności liczone w dziesiątkach milionów złotych rocznie. Część tych pieniędzy miałaby pozostać w samej spółce, część oznaczałaby mniejsze wpływy do kasy gminy. Do tego dochodzi kwestia nadpłat podatkowych z poprzednich lat i możliwość ich kompensaty w okresie trwania postępowania restrukturyzacyjnego.
To już nie są techniczne niuanse. To decyzje, które mogą przesądzić o kondycji finansowej Polic na lata.
Gmina Police odczuje skutki kłopotów Polimerów. Grupa Azoty Polyolefins nie płacą podatku
„Zakład nie zarabia, bo nie działa”
Podczas sesji padły pytania, które od dawna krążą wśród mieszkańców i pracowników sektora chemicznego. Skoro zakład nie generuje przychodów, to dlaczego produkcja nie została wznowiona? Odpowiedź była jednoznaczna i dla wielu zaskakująco szczera.
Problemy finansowe nie są główną przyczyną paraliżu. Źródło kryzysu leży w samej instalacji. Projekt, który miał być nowoczesny i konkurencyjny, zderzył się z brutalną rzeczywistością: zmieniły się warunki rynkowe, spadły marże, wzrosła globalna konkurencja, a Europa przestała być uprzywilejowanym miejscem dla chemii ciężkiej.
Jednak to nie rynek okazał się gwoździem do trumny. Decydujące były poważne problemy techniczne, które ujawniły się już na etapie rozruchu. Instalacja, zaprojektowana jako system produkcji ciągłej, nie była w stanie pracować stabilnie. Kolejne nieplanowane zatrzymania generowały straty, niszczyły urządzenia i sprawiały, że dalsza eksploatacja przestała mieć sens ekonomiczny i technologiczny.
Dziś zarząd spółki nie ukrywa: bez kosztownego i szerokiego remontu wznowienie produkcji jest niemożliwe.
Grupa Azoty Polyolefins prowadzi obecnie równoległe działania: restrukturyzuje zadłużenie i szuka inwestora, który byłby gotów wyłożyć środki na naprawę instalacji. Wśród potencjalnych partnerów wymieniany jest Orlen, co – w przypadku powodzenia – mogłoby oznaczać nowy rozdział dla całego projektu.
Wsparcie samorządu ma w tym procesie znaczenie strategiczne. Nie chodzi wyłącznie o bieżącą płynność finansową, ale o sygnał dla rynku i inwestorów: czy lokalna władza wierzy jeszcze w przyszłość zakładu, czy uznaje go za kosztowny błąd.
Brak porozumienia może oznaczać przeciągającą się restrukturyzację, utratę zaufania inwestorów i realne ryzyko trwałego wyłączenia instalacji.
Samorząd między młotem a kowadłem
Dla gminy Police sytuacja jest równie dramatyczna. Z jednej strony stoją twarde liczby i budżet, który już dziś musi mierzyć się z rosnącymi kosztami. Z drugiej – perspektywa utraty jednego z największych projektów przemysłowych w regionie, miejsc pracy i przyszłych wpływów z podatków PIT oraz podatku od nieruchomości.
Władze gminy przyznają, że wyrok sądu i argumenty spółki wymagają wnikliwej analizy. Jednocześnie podkreślają, że każda decyzja musi mieścić się w granicach prawa i formalnych procedur. To delikatna gra na czas, w której krótkoterminowe straty mogą być ceną za długofalową stabilność – albo początkiem głębszego kryzysu finansowego.
Historia Grupy Azoty Polyolefins w Policach staje się coraz bardziej gorzką lekcją o ryzyku wielkich inwestycji przemysłowych. Projekt, który miał być kołem zamachowym lokalnej gospodarki, dziś walczy o przetrwanie. A samorząd znalazł się w sytuacji, w której każda decyzja niesie poważne konsekwencje – zarówno działanie, jak i bezczynność.
Najbliższe miesiące pokażą, czy uda się przeprowadzić remont instalacji jeszcze przed zimą i czy pojawi się inwestor gotowy ponieść ciężar dalszego rozwoju zakładu. Jedno jest pewne: od tych rozstrzygnięć zależy nie tylko los jednej spółki, ale finansowa przyszłość całych Polic.






