Zimą polskie miasta coraz częściej stają się tymczasowym schronieniem dla dzikiej przyrody. W ostatnich tygodniach mieszkańcy Goleniów oraz wielu innych miejscowości w kraju obserwują zwiększoną liczbę kormoranów w parkach, nad rzekami i w pobliżu zbiorników wodnych. Widok dużych stad tych ptaków w przestrzeni miejskiej budzi skrajne emocje – od zaciekawienia po irytację i otwartą niechęć. Tymczasem zjawisko to ma swoje konkretne przyczyny i nie jest ani przypadkowe, ani wyjątkowe.
Kormorany są naturalnym elementem ekosystemów wodnych w Polsce. Tradycyjnie związane z dużymi rzekami, jeziorami i obszarami przybrzeżnymi Bałtyku, zimą kierują się tam, gdzie woda pozostaje niezamarznięta i gdzie możliwe jest zdobycie pożywienia. Podczas silnych mrozów takich miejsc jest niewiele, dlatego ptaki koncentrują się w rejonach zurbanizowanych – przy ujściach ciepłej wody, oczyszczalniach ścieków czy kanałach przepływowych. Dla obserwatorów może to sprawiać wrażenie nagłego „najazdu” ptaków, choć w rzeczywistości jest to efekt ekstremalnych warunków pogodowych.
Jak wyjaśnia Dominik Marchowski, ornitolog profesor w Muzeum i Instytucie Zoologii Polskiej Akademii Nauk, obecna liczebność kormoranów to także konsekwencja wieloletnich zmian w środowisku, za które w dużej mierze odpowiada człowiek. Zaburzenie równowagi pomiędzy drapieżnikami a ich ofiarami – m.in. poprzez przełowienie dużych ryb drapieżnych – doprowadziło do sytuacji, w której w ekosystemie pozostał jeden skuteczny drapieżnik rybożerny. Jednocześnie wzrost liczby drobnych ryb, stanowiących podstawę diety kormoranów, stworzył im dogodne warunki do rozwoju populacji:
– Kormorany są naturalnym elementem ekosystemów wodnych w Polsce, szczególnie związanym z dużymi rzekami i zbiornikami wodnymi. Ich obecna liczebność nie jest jednak zjawiskiem przypadkowym, lecz w dużej mierze wynika z procesów, za które odpowiada człowiek. Zaburzona została bowiem równowaga drapieżnik–ofiara. Przełowienie dużych drapieżnych ryb, takich jak sandacz czy dorsz, spowodowało zanik naturalnej konkurencji pokarmowej. W takiej sytuacji przewagę zyskuje ten drapieżnik, który pozostaje w systemie – czyli kormoran. Brak dużych ryb sprzyja natomiast nadprodukcji drobnych gatunków, stanowiących podstawę diety kormoranów, co tworzy dogodne warunki do rozwoju ich populacji. Dodatkowym czynnikiem jest intensywne rybołówstwo paszowe na Bałtyku, zwłaszcza połowy szprota i dobijaka. Przełowienie tych stad powoduje, że kormorany zmuszone są poszukiwać nowych żerowisk i coraz częściej znajdują je w rejonach wcześniej silnie eksploatowanych, m.in. w południowej części Bałtyku, gdzie załamały się populacje dorsza. Jeśli więc rzeczywiście chcemy ograniczać liczebność kormorana, powinniśmy zacząć od odbudowy populacji dużych drapieżnych ryb. Przywrócenie naturalnej równowagi w ekosystemie sprawi, że liczebność kormoranów będzie regulowana w sposób naturalny, bez potrzeby sięgania po drastyczne środki. To szerokie, ekologiczne tło problemu.
Problemem, który coraz częściej pojawia się w dyskusjach publicznych, nie jest jednak sama obecność kormoranów, lecz reakcja ludzi. W mediach społecznościowych dominują komentarze pełne złości i agresji, często oderwane od realiów przyrodniczych. Tymczasem dla tych ptaków zima jest okresem granicznym. Kormorany są wyspecjalizowane w jednym typie pożywienia – rybach – i nie mają możliwości „przestawienia się” na inne źródła pokarmu. Ich obecność w miastach nie jest wyborem, lecz koniecznością.
Eksperci podkreślają, że jeśli rzeczywiście celem jest ograniczanie liczebności tego gatunku, nie da się tego osiągnąć poprzez doraźne działania ani wzmacnianie społecznej niechęci. Kluczowe znaczenie ma odbudowa naturalnej równowagi w ekosystemach wodnych, w tym powrót dużych ryb drapieżnych, które w sposób naturalny regulują populacje innych gatunków. Bez takich działań problem będzie jedynie przesuwał się w czasie i przestrzeni.
– Natomiast zjawisko, które obserwujemy obecnie lokalnie zimą, wynika głównie z silnych mrozów – wyjaśnia Dominik Marchowski. – Ptaki koncentrują się wówczas w nielicznych miejscach wolnych od lodu – w miastach, przy ujściach ogrzanej wody z elektrowni czy oczyszczalni ścieków. Taki widok może zaskakiwać i sprawiać wrażenie „nadmiaru” ptaków. Niepokojąca jest jednak skala niechęci i agresji, wobec tego gatunku. Liczba negatywnych, często skrajnie emocjonalnych komentarzy budzi duży niepokój. Warto pamiętać, że dla kormoranów zima to okres skrajnie trudny – jedyne, czego „chcą”, to przetrwać. Są ewolucyjnie przystosowane wyłącznie do odżywiania się rybami i nie mają alternatywnego źródła pokarmu. W tej sytuacji empatia i zrozumienie wydają się znacznie bardziej adekwatną reakcją niż nieuzasadniona wrogość – dodaje.
Zimowe obrazy kormoranów w miastach, w tym w Goleniowie, mogą być zaskakujące, ale są one sygnałem szerszych procesów zachodzących w środowisku. W tym kontekście wyrozumiałość i elementarna empatia wobec dzikiej przyrody nie są oznaką naiwności, lecz przejawem odpowiedzialnego podejścia do skutków ludzkiej działalności. Dla ptaków to walka o przetrwanie. Dla ludzi – sprawdzian dojrzałości w relacji z naturą.






