Za Polską miesiąc prawdziwej, mroźnej zimy. W wielu regionach temperatury spadały do minus 20 stopni, a miejscami na północnym wschodzie nawet poniżej minus 25. Dla mieszkańców to przede wszystkim trudne warunki, dla rolników – czas nerwowego obserwowania pól.
Silny mróz może mieć bezpośredni wpływ na jakość i obfitość przyszłych plonów. Kluczowe pytanie brzmi jednak nie „jak bardzo zmarzło”, ale „czy gleba była przykryta śniegiem”.
Pokrywa śnieżna działa jak naturalna izolacja. Chroni glebę i systemy korzeniowe roślin przed najniższymi temperaturami. Tam, gdzie śnieg zalegał przez większą część stycznia i początku lutego, rolnicy patrzą na sytuację z umiarkowanym spokojem. W północnej, centralnej i wschodniej Polsce pola są w dużej mierze przykryte kilkunastocentymetrową warstwą białego puchu, co daje roślinom realną ochronę.
Znacznie gorzej wygląda sytuacja w zachodniej i południowo-zachodniej części kraju, gdzie śniegu brakuje. Tam mróz działa bezpośrednio na glebę i rośliny. To właśnie w tych regionach ryzyko uszkodzeń upraw jest dziś największe. Najbardziej narażone są rzepak i niektóre zboża ozime. Jeśli w wyniku mrozu uszkodzeniu ulegną kluczowe części roślin, takie jak węzeł krzewienia u zbóż czy szyjka korzeniowa u rzepaku, wiosenna regeneracja może być niemożliwa. O wiele lepiej znoszą niskie temperatury zboża, które przed zimą zdążyły się dobrze rozkrzewić.
Śnieg nie jest jednak wyłącznie błogosławieństwem. Przy długotrwałej pokrywie i naprzemiennych odwilżach oraz mrozach może tworzyć się warstwa lodu, która odcina dopływ powietrza do gleby. To z kolei sprzyja rozwojowi chorób grzybowych, w tym tzw. pleśni śniegowej.
Rolnicy zwracają uwagę na jeszcze jeden, bardzo ważny aspekt – to, co stanie się za kilka tygodni. Styczeń był miesiącem o stosunkowo niewielkich opadach. Śnieg, który dziś chroni uprawy, jest jednocześnie rezerwuarem wody dla gleby. Wszystko zależy od tego, jak przebiegną roztopy.
Jeśli odwilż przyjdzie gwałtownie i śnieg stopnieje w ciągu kilku dni, woda spłynie po powierzchni, zamiast wsiąknąć w ziemię. Wtedy pola nie skorzystają z zimowej „rezerwy”, a wiosną może pojawić się problem suszy hydrologicznej, z którą rolnicy mierzyli się już w poprzednich latach. Najkorzystniejszy scenariusz to powolne, rozłożone w czasie topnienie, które pozwoli glebie spokojnie przyjąć wodę.
Znaczenie ma także to, jak głęboko przemarzała gleba. W większości kraju, dzięki śniegowi, przemarznięcie nie było głębokie i nie powinno wpłynąć negatywnie na jej strukturę. Silniejsze przemarzanie mogłoby nawet przynieść pewne korzyści, rozluźniając zagęszczone warstwy gleby, ale przy obecnych warunkach na taki efekt nie ma już większych szans.
Dzisiejszy obraz pól nie daje jeszcze jednoznacznej odpowiedzi, jakie będą tegoroczne plony. Zima zrobiła swoje, ale ostateczny wynik zależy od wiosny. To, co teraz przykrywa pola białą warstwą ochronną, wkrótce zamieni się w wodę. I właśnie od tego, jak ta woda zachowa się w glebie, może zależeć jakość tegorocznych zbiorów.
Jak obecne mrozy wpływają na winnice i sady? Rolnicy i eksperci o sytuacji po fali mrozów
Zimowa fala siarczystych mrozów na przełomie stycznia i lutego 2026 r. odbija się nie tylko na polach zbożowych, lecz także na uprawach sadowniczych i — w mniejszym, choć zauważalnym — stopniu na winnicach. Warunki były ekstremalne, z temperaturami miejscami sięgającymi nawet poniżej –20 °C, co bez odpowiedniej ochrony może mieć konsekwencje dla nadchodzącego sezonu wegetacyjnego – wynika z danych pomiarowych i relacji środowiska rolniczego.
W głównych rejonach sadowniczych, takich jak tzw. zagłębie grójeckie, notowano mocne spadki temperatur nawet do –24 °C, co może przekładać się na ryzyko uszkodzenia części delikatnych pąków drzew owocowych. To właśnie one, nie same pnie czy korzenie, są najbardziej wrażliwe na długotrwałe mrozy, dlatego pełny obraz wpływu zimy poznamy dopiero wiosną, gdy rozpocznie się wegetacja i będzie można ocenić uszkodzenia struktur pąków.
Sadownicy podkreślają, że pokrywa śnieżna w wielu miejscach pomagała chronić ziemię i system korzeniowy drzewa, ale nie wszędzie była jednakowa. Tam, gdzie śnieg zalegał, jego izolacyjna funkcja mogła ograniczyć przemarzanie gruntu, co działa na korzyść roślin w kolejnych tygodniach. Tam, gdzie pokrywy brakowało, większe ryzyko uszkodzeń występuje szczególnie w najpłytszych i najbardziej wystawionych partiach roślin, jak pąki kwiatowe.
Co do winnic, ich sezonowa wrażliwość na mróz zimą jest zbliżona do sadów pod jednym podstawowym warunkiem — winorośl musi pozostawać w stanie spoczynku. W okresie zimowym, zanim rośliny rozpoczną wegetację, ich mrozoodporność generalnie jest wysoka. Ale specjaliści uprawy winorośli już od dawna wskazują, że ryzyko poważnych strat pojawia się przede wszystkim później, przy tzw. późnych przymrozkach wiosennych, kiedy pąki zaczynają „budzić się” z zimowego spoczynku i przestają być odporne na ujemne temperatury – wtedy nawet krótkotrwałe spadki poniżej zera mogą uszkodzić pąki lub młode pędy i obniżyć przyszłe plony – jak pokazują dotychczasowe badania i praktyka upraw europejskich.
Nie oznacza to, że obecne mrozy są bez znaczenia dla winnic. Jeśli przyszły bardzo nagle lub po okresie ocieplenia, części roślin mogły wyjść z pełnego stanu spoczynku i stać się bardziej wrażliwe. W takim przypadku nawet niskie temperatury zimowe mogą uszkodzić zewnętrzne tkanki i pąki. Jednak ocena realnych strat wymaga obserwacji, gdy nadejdzie wiosna i pędy zaczną rozwijać się w cieplejszym okresie.






