Do Ostrowa Wielkopolskiego Wilki Morskie jechały w roli ligowego lidera, ale nikt w Szczecinie nie miał złudzeń, że to będzie spacer. King Wilki Morskie Szczecin mierzył się z zespołem, który u siebie w tym sezonie czuje się wyjątkowo pewnie. Stal Ostrów Wielkopolski przegrała na własnym parkiecie tylko raz w siedmiu rozegranych spotkaniach. Przed meczem Stal zajmowała 10. miejsce w tabeli, ale jej domowy bilans jasno pokazywał, że to rywal znacznie groźniejszy, niż sugerowała pozycja w zestawieniu.
Od pierwszych minut było widać, że to będzie mecz punkt za punkt. Obie drużyny postawiły na szybkie tempo i ofensywną koszykówkę, a wynik zmieniał się niemal z każdą akcją. Stal dobrze wykorzystywała grę podkoszową, King odpowiadał skutecznością zza łuku. Po pierwszej kwarcie na tablicy wyników widniał remis 24:24, który doskonale oddawał przebieg tej części gry.
W drugiej odsłonie obraz meczu niewiele się zmienił. Gospodarze wciąż konsekwentnie punktowali spod kosza, a Wilki Morskie utrzymywały wysoką skuteczność rzutów z dystansu. Kapitalnie zza linii 6,75 m prezentował się Anthony Roberts, który jeszcze przed przerwą trafił cztery razy za trzy punkty. W sumie w dwóch pierwszych kwartach King zanotował aż dziewięć celnych rzutów zza łuku, co pozwalało mu neutralizować przewagę Stali w strefie podkoszowej.
Po 20 minutach gry na tablicy ponownie widniał remis – 41:41. Warto jednak zwrócić uwagę na istotny detal statystyczny. Stal mogła pochwalić się większą skutecznością zawodników wchodzących z ławki. Rezerwowi gospodarzy zdobyli w tym czasie 17 punktów, podczas gdy zmiennicy Kinga dołożyli 9 oczek. To był jeden z elementów, który sprawiał, że mimo świetnej skuteczności z dystansu Wilki Morskie nie były w stanie wypracować sobie wyraźnej przewagi przed przerwą.
W trzecią kwartę zdecydowanie lepiej weszli gospodarze. „Stalówka” rozpoczęła od mocnej serii 12:3 i bardzo szybko zbudowała dziewięciopunktowe prowadzenie. W tym fragmencie wyraźnie było widać jeden z kluczowych problemów Kinga – straty. Wilki Morskie miały już wtedy na koncie aż 14 strat (na koniec trzeciej kwarty było ich aż 18!). Niestety szczecinianie nie potrafili w tym momencie odpowiednio się zmobilizować. Po kolejnych nieudanych akcjach na parkiecie coraz wyraźniej widać było frustrację, a Stal grała swoje – spokojnie, konsekwentnie i cierpliwie powiększała przewagę. W pewnym momencie gospodarze odskoczyli nawet na 11 punktów, prowadząc 59:48.
Dopiero w końcówce tej części gry King odpowiedział własną serią punktową, zmniejszając straty przed ostatnią odsłoną. Mimo tego to Stal wygrała trzecią kwartę 20:15 i przy wyniku 61:56 dla gospodarzy obie drużyny przystępowały do decydującej części meczu.
Początek czwartej kwarty znów nie ułożył się po myśli Wilków Morskich. King notował kolejne straty, które skutecznie wybijały z rytmu ofensywnej gry. Jednocześnie poprawiła się defensywa szczecinian i to właśnie dzięki niej gospodarze przez dłuższy czas nie byli w stanie znacząco powiększyć swojej przewagi.
Na około sześć minut przed końcem spotkania King wreszcie złapał lepszy rytm. Po kolejnych punktach Anthony’ego Robertsa strata stopniała do zaledwie trzech oczek – 66:63 dla Stali – i wydawało się, że mecz wciąż jest otwarty. Na tym jednak skuteczna pogoń gości się zakończyła. Końcówka należała już do gospodarzy. Stal odzyskała kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie i niespełna trzy minuty przed końcem ponownie odskoczyła na 11 punktów przewagi, nie pozwalając Kingowi na kolejny zryw. Ostatecznie Stal wygrała 81:76, a Wilki Morskie muszą ten mecz zapamiętać przede wszystkim z powodu bardzo bolesnej statystyki – aż 25 strat, które w dużej mierze przesądziły o porażce lidera.
Najskuteczniejszym graczem meczu był Anthony Roberts, który zdobył 21 punktów.






